Jaskinia Wielka Litworowa

Michał Pietrzak by Michał Pietrzak
Aktualności

Pomijając niskie temperatury, listopad jest chyba najpiękniejszym miesiącem tego roku w Tatrach, więc po raz kolejny postanowiliśmy wykorzystać łaskawość późnojesiennej pogody. W niedzielę 14 listopada wraz z Magdą Sitarz z ST i Pawłem Włoczkowskim z KKTJ obraliśmy za cel jedną z najpiękniejszych tatrzańskich jaskiń, Wielką Litworową. O poranku oprócz pięknej pogody na szlaku przywitały nas tłumy turystów, co przy tej aurze nikogo nie zdziwiło. Skromny skład w którym wybraliśmy się na wyjście  przełożył się na nieskromną wagę plecaków, w mozolną drogę podejściową wyruszyliśmy o 8.20 z Dol. Kościeliskiej żeby po 3 godzinach spokojnego marszu znaleźć się przy otworze jaskini.

Trudno było nam się rozstać z pięknymi widokami które nas otaczały tego dnia, więc niespiesznie spożyliśmy posiłek, w końcu nadszedł czas żeby się przebrać i zworować liny. Do jaskini weszliśmy kilka minut po godz.12. Przygotowałem pierwsze trzy krótkie zjazdy, a resztę poręczowaliśmy już na zmianę. Po godz.15 zameldowaliśmy się w Sali pod Płytowcem. Z całej jaskini właśnie ona zrobiła na mnie największe wrażenie, ponieważ było to moje pierwsze wejście do Wielkiej Litworowej, reszta zespołu miała już okazję ją zwiedzić. Zrobiliśmy tu krótką przerwę na jedzenie i rozmowy, następie sporo czasu poświęciliśmy na poznanie najbliższego otoczenia Sali pod Płytowcem. Wchodzenie w liczne korytarze i otwory szybko kradły czas, priorytetem było odnalezienie systemu prowadzącego do połączenia z Jaskinią Śnieżną.

Zrobiło się już późno , snując plany na przyszłość ruszyliśmy szybko ku powierzchni. Powrót poszedł nam sprawnie, na powierzchni pojawiliśmy się co do minuty jak planowaliśmy, o godz.19. Na tym przyjemności się skończyły, bo przywitał nas spory mróz i silny wychładzający wiatr. Nie tracąc więc czasu szybko się przebraliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną, która jak nigdy strasznie się nam dłużyła. O 22 byliśmy w Kirach, tu podzieliliśmy sprzęt do czyszczenia, wsiedliśmy każdy w swój samochód i ruszyliśmy w różne strony do domu.  

Zdjęcia: Paweł Włoczkowski

(2 głosów)
Wyświetlony 729 razy